Za nami ostatni wakacyjny spływ kajakowy

Trzydziestu dziewięciu odważnych fanów przygody,  (w tym ratownicy), dnia 20 sierpnia 2017 roku, przed godziną 9.00 stawiło się przy autokarze. Ich entuzjazmu nie ostudził nawet siąpiący deszcz, który jak się w trakcie przerzutu okazało, tylko przybierał na sile. Wtedy z głośników popłynęły krzepiące słowa „Drodzy państwo, deszcz to tylko iluzja. Powtarzam. To tylko iluzja”. Nie wiem, czy to my, czy pogoda potraktowała wyzwanie poważne, ale gdy wysiedliśmy z drogowego wehikułu — nie padało. Mogliśmy więc spokojnie zacząć wodowanie kajaków pod Dziektarzewskim mostem, przebiegające szybko i sprawnie dzięki przedstawicielom Kajakiem po Narwi.
            Pierwsze machnięcia wioseł, oczekiwanie na pozostałych a tymczasem z prawego brzegu kuszą soczyste, dzikie jeżyny. Cicho i spokojnie, bardziej spostrzegawczy skorzystali z darów natury. Płyniemy. Pierwsze pozdrowienia w postaci donośnego Muuuuuu, zapowiada malownicze Strzeszewo – wioskę, o której nadrzeczne brzegi dbają leniwie przeżuwające krowy. Kilka kolejnych kilometrów upływa nam w otoczeniu pól i łąk, kiedy mijamy Goszczyce, Poświętne i Płaciszewo, sporadycznie zaczynają pojawiać się lasy.
            Po mniej więcej ośmiu kilometrach mała gratka – drewniany, trochę nadgryziony zębem czasu most. Zwracamy uwagę na występujące w rzece drewniane pale. Wytrwale płyniemy dalej, przez Małużyn, by po przekroczeniu dwunastu kilometrów ostrożnie przepłynąć pod kolejnym mostem, lawirując między kamieniami i kołkami. Spokojnie, to tylko tak groźnie brzmi. Brzegi piękne, porośnięte przez wierzby wiciowe.
            Ustaliliśmy już, że nasi kajakarze są wytrwali. Nawet ci, którzy po raz pierwszy trzymają w rękach wiosła, technikę nadrabiają siłą woli i mięśni. Jednak ciało i dusza, potrzebują realnego pokrzepienia, więc w miejscowości Kępa schodzimy na brzeg, gdzie czeka na nas solidna dawka cukru: jagodzianki i coca-cola. Cisza fani fit! Organizatorzy wiedzą, co wodni wioślarze lubią najbardziej. Po dokładnym obejrzeniu okolicznych traw, pokrzyw i krzewów, wzbogaceni o jednego załoganta, ruszamy na dalszy podbój Wkry, przepływając pod trzecim już mostem. I tu westchnienia, które do tej pory były przejawem podziwiania przyrody, przeszły w nuty zazdrości.    Co chwila do naszych uszu dochodziło „chcę taką działkę”, „móc tu zamieszkać”, „a widzisz ten drewniany domek z pomostem”. Ok, przyznajemy się, my też wzdychaliśmy. Zieleń, skarpy, zieleń, sosny, zieleń. Pięknie było.
Po niespełna dwudziestu kilometrach zaplanowanej trasy z letargu i zachwytów wyrywa nas spiętrzenie, wymuszające konieczność przenoszenia kajaków. Tak, to Adam — nasz dodatkowy załogant wraz z ratownikiem Rafałem biorą na siebie ciężar kajaków. Dosłownie. Po obu stronach rzeki kuszą piaszczyste plaże, ale mamy silną wolę, więc płyniemy dalej, po prawej stronie mając ujście Raciążnicy a po lewej zabudowę Sochocina. Tak oto zbliżamy się do finiszu naszej wyprawy. Wystarczy tylko dobić do brzegu Sochocina, decydując się na pokonanie spiętrzenia pozostałym po dawnym młynie, stosując się do instrukcji ratowników, bądź też wysiąść z kajaka przy betonowej płycie. Decyzje zapadły, dziarska drużyna ruszyła do boju. Pierwsze kajaki pokonały spiętrzenie, jednak żeby ułatwić pracę skrybie i fotoreporterowi, dzielne załogantki pozwoliły rzece poznać wnętrze kajaka, za co z tego miejsca bardzo im dziękujemy. Niestety, swoją dumę mają, piszczeć i malowniczo chlapać kończynami nie chciały. Trudno. Pochlapać się w rzece postanowił wspomniany już ratownik R, który za nic mając chłód i fale, popłynął wpław zepchnąć zaklinowany na kamieniach kajak. Akcja oczywiście została zakończona sukcesem, dzięki czemu wszyscy bezpiecznie zeszli na brzeg, uśmiechnięci i pełni wrażeń. A tam, pod wiatą, już czekała kolejna ekipa krzątająca się przy grillu, serwując kiełbaski, kaszankę, cukinię i pokrzepiające schłodzonych kajakarzy gorące napoje. Chociaż po powrocie do Serocka, trudno nam było przekonać tych, co zostali na miejscu o przychylnych meandrach pogodowych, z tego miejsca zapewniamy, że słowa o iluzji pogodowej miały moc. Deszczem przywitał nas dopiero Serock, czyżby z nutką zazdrości?

Relacja uczestniczki

Dziękujemy firmie Kajakiem po Narwi za pomoc w organizacji naszych spływów.

Do zobaczenia za rok.

wstecz